Relacje: Górska zaDYSZKA 2021

“Górska zaDyszka: najkrótszy z triadowych biegów, jednak nie dajcie się zwieść pozorom – tu nie ma miękkiej gry. Na 12 kilometrach czeka na was ponad 400 metrów przewyższeń, co w połączeniu z sierpniowym słońcem i szybkim tempem spokojnie wystarczy, abyście złapali zadyszkę roku. Już my się postaramy, by zapewnić waszym łydkom prawdziwie górskie doświadczenia.”

W ten właśnie sposób ekipa Rykowiska zachęcała do spotkania z leśnymi okolicami Dąbrowy Łąckiej. W głowach zaczęły pojawiać się pytania… JAK? Jak w środku Mazowsza 400m pod górę? Po prostu jak? A tak właśnie – możemy podziękować wszyscy lodowcowi, który postanowił się stąd wynieść jakiś czas temu i zostawił za sobą po sobie wiele wzniesień i jezior. Z czego z resztą krajobrazowo słyną te okolice.

Ale zacznijmy od kwestii organizacyjnych… Publikowane komunikaty startowe rozwiały chyba wszystkie pytania organizacyjne przed startem. Biuro zawodów było otwarte przez dwa dni (sobota po południu oraz niedziela przed startem), co dawało duży komfort jeśli chodzi o odbiór pakietów startowych. Parking dla przyjezdnych został wyznaczony w sąsiedztwie biura zawodów. Samo miejsce startu znajdowało się 300m od biura przy wejściu do rezerwatu Dąbrowa Łącka.

A gdzie czekały na uczestników te “górskie doświadczenia”? Otóż można ich było doświadczyć w zasadzie od samego początku. Jeśli ktoś nie zajrzał wcześniej w profil trasy i liczył na spokojne bieganie, to mógł się solidnie zdziwić. Po pierwsze ilością i stromością niektórych podbiegów i zbiegów. Po drugie tym, że w okolicy Płocka – stolicy Mazowsza, można znaleźć takie tereny i wbrew pozorom nie trzeba ich długo szukać. Trasa była dobrze oznaczona. Ja sam ją pomyliłem ale to akurat nie było związane ze złym oznaczeniem.

Limit trasy ustalony został na 2,5h. W pierwszej chwili można było pomyśleć – po co aż tyle? Przecież to tylko niecałe 13km. OK. Można tę trasę zamknąć w niecałą godzinę, tak jak zrobili to najszybsi, ale dla niektórych taki start to nie tylko wyścigi. Trasa nie była łatwa, więc limit spokojnie pozwalał na jej pokonanie praktycznie każdemu, kto podjął się tego wyzwania. Dlatego Górska zadyszka była okazją do wejścia nie tylko w same biegi trailowe ale przede wszystkim do spróbowania czegoś nowego.

Przed Wami jeszcze jeden bieg z rykowiskowej triady – ŁOMOT. Ja niestety w nim nie mogę wziąć udziału ale na pewno spotkamy się gdzieś na trasie.

Oficjalna strona organizatora – http://ryko.run/

Zdjęcia możecie obejrzeć na oficjalnym fanpage’u na facebooku – https://www.facebook.com/rykowisko.ultra.trail